w poniedzialek bylam juz tak wykonczona psychicznie, myslalam , ze nie dam rady.poszlam wiec do mojej kochanej poradni lebenshilfe , w ktorej kobitki mi juz tak czesto pomogly (tadeuszkowe przedszkole jest tez z tej samej organizacji) . i nie mylilam sie - wyszlam wzmocniona dobrymi slowami, bardzo potrzebnymi adresami min. traumatologa, i pojechalam do domu, w ktorym spogladajac na skrzynke mailowa stwierdzilam , ze kobitki z lebenshilfe przyslaly mi jeszcze jeden adres - adres i telefon do organizacji, ktora sie tymi chorobami zajmuje.wieczorem maz zadzwonil do tej organizacji i otrzymal od ludzi tam dzialajacych telefon do pani profesor z uni kliniki z tübingen - tam gdzie zostaly probki krwi tadeuszkowej wyslane .
naszej klinice tutejszej nie bardzo ufamy , a i przelew informacji dziala czesto z niemalym opoznieniem , nie wiedzielismy wiec , czy wyniki jeszcze nie przyszly z tübingen, czy moze juz gdzies w naszym szpitalu na czyims biurku leza , a my czekamy...
nastepnego dnia rano (wczoraj ) maz do tübingen zadzwonil , wyjasnil w jakim celu dzwoni i otrzymal informacje od sekretarki , ze pani profesor jest bardzo zajeta , i ze oddzwoni.szczerze? - mielismy niewielkie nadzieje , ze faktycznie oddzwoni. po 2 godzinach telefon zadzwonil, pani profesor stwierdzila , ze mielismy szczescie, ze wlasnie laboratorium przyslalo do niej wyniki do podpisania, i ze powie krotko , zeby nas nie meczyc- wyniki sa w dolnej granicy normy- czyli wszystko jest dobrze!!! powiedziala , ze to blad laboratorium w heidelbergu, ze metoda do badan tam jest swietna , ale nie pod katem tej choroby, i ze w tübingen diagnoza nie potwierdzila sie.
ja slyszac ta wiadomosc od meza - polecialam do toalety wymiotowac (przepraszam za doslownosc)
maz plakal
po godzinie poczulismy koszmarne zmeczenie
po poltorej odebralismy tadeuszka z przedszkola i pojechalismy do muzeum motoryzacji
po 5 godzinach jedlismy lody i pilismy wino musujace, a mlody sprite;-P
po 6 godzinach , mlody spal , a my nie moglismy przestac plakac i smiac sie zarazem
dzis nie poszlam do pracy , a wczoraj do szkoly , tym samym dostajac lufe z klasowki
wczoraj otrzymalismy naszego tadeuszka po raz drugi.
nasze zycie zmienilo sie przez te przezycia, i nigdy juz nie bedzie takim jakie bylo.
pryiorytety sa zupelnie w innych miejscach
przytylam 4 kilo
maz schudl 3,5
w sobote jade z tadeuszkiem do polski - juz sie doczekac nie mozemy.
jezeli nie bedzie zadnej naglej potrzeby - nie bedziemy robic zadnych dodatkowych badan, dalszej diagnostyki genetycznej , zadnych "dla dobra nauki"albo "dobrze by wiedziec " - nie i kropka - koniec!!! - tadeuszek jest tadeuszkiem , ze swoimi chromosomami, wielkimi oczami , blad wlosami , autyzmem, ogromna wiedza, dlugimi nogami, epi, zamilowaniem do robali i innych - jest taki jaki jest - zjezdzamy z terapiami o polowe , zeby miec wiecej czasu , zeby zyc !!!
Aniu - to najlepsza wiadomość, jaką ostatnio usłyszałam! Cieszę się jak głupia- biegam po mieszkaniu! I jeszcze to piękne zdjęcie Tadeuszka! Ach!
OdpowiedzUsuńAniu to najlepsze wieści dla Was i dla nas. Moc buziaków :-)))
OdpowiedzUsuńKochana czasem trzeba trzesienia ziemi. Cieszcie sie zyciem. Jest takie nieprzewidywalne ...
OdpowiedzUsuńSciskam!
usciski dla Was!!!! Zycie jest po to by zyc :)
OdpowiedzUsuńAnko kochana, powiem tak (z ogromną satysfakcją!!!): "a nie mówiłam??!!". Nie przyjęłam do wiadomości złych wiadomości! NIE i już! Więcej komentarza nie będzie...
OdpowiedzUsuńnnoo, może jeszcze jeden, malutki - Tadzio jest super i ma cudownych rodziców!!! (mogłam napisać "starych" hihi w Waszym wypadku to jest jeszcze zabawne ;-))
ściskam mocno i buziakuję
wypoczywajcie na tej wycieczce do Polski! Zasłużyliście :-))
pa
Cieszę się i życzę dobrego pobytu w RP ;-)
OdpowiedzUsuńAniu! Jak dobrze to przeczytać!!! Cieszę się razem z Wami!
OdpowiedzUsuń