dzis wiozac Tadeuszka do przedszkola stalam 50 minut w korku, z powrotem 30 minut.
kupa czasu w ktorym mozna myslec,bez mozliwosci ucieczki.Tadeuszek ciagle powtarza, ze mnie kocha - jak to slysze od razu czuje sie winna temu, co ja mu tym moim smutkiem robie.
nie przeskocze wlasnych uczuc , jest mi coraz ciezej.staram sie , naprawde bardzo sie staram trzymac , ale jakos marnie mi to wychodzi.dzialam odwrotnie do mojego meza. on wpadl najpierw w czarna dziure, teraz jakos to lepiej znosi.Ja bylam dzielna na poczatku, teraz pomalu w czarna dziure wpadam, staram sie oprzec , ale ona wciaga nieublaganie.
horror, a jednak nadzieja jest i powraca jak bumerang
Brawo! Nadzieja jest i tego sie trzymamy!!!
OdpowiedzUsuńWiem, za ta niepewnosc najgorsza.
Sciskam mocno... Moze zrob ciateczka, mnie to uspokaja. Teraz juz wiesz dlaczego tak czesto pieke ;-)
Ciagle trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńI niech ta nadzieja trwa... Ciepłe myśli wysyłam...
OdpowiedzUsuńAniu- .......... to jest życie, takie a nie inne, Tadeusz jest i będzie- pokaż jak Go kochasz- masz na to siłę- MASZ - łzy też są normalne- to też miłość
OdpowiedzUsuńAnia może jakiś wspólny szalony wypad z domu....