ten post chcialam juz dawno napisac, jednak nie moglam sie za niego zabrac , bo to bardzo bolesne sprawy i wspomnienia , z ktorych kazdy podpunkt zasluguje wlasciwie na osobny post.
probuje (bedzie to jak zwykle jedna setna tego co siedzi w srodku;-)
wiele z was , mam dzieci z autyzmem pisze o tym, ze wasze dzieci do pewnego momentu rouzwijalo sie "normalnie" po czym ta normalnosc zostala im odebrana ... u nas bylo inaczej , byc moze przez inne towazyszace choroby mlodzika , moze...
pisalam wam juz jak to u nas bylo ? coprawda pisalam starego bloga , w czasie , w ktorym powstawaly i dochodzily diagnozy tadeuszkowe , ale tak naprawde blog te moje blogi sa i byly zbieranina mysli bierzacych, przemyslen, malych sytuacji bierzacych , zyczen , pragnien i tylko musnieciem przeciez naszego realnego zycia.
po tak ciezkiej ciazy i dramatycznych przezyciach przedciazowych , narodzinach tadeuszka, mimo zapewnien lekarzy , ze wszystko jest ok, czulam , ze cos sie nie zgadza.to uczucie mialam juz caly czas od czasu zrobienia testu ciazowego i przebojow pozniejszych...
teraz to spojzenie wstecz , wielu rzeczy wtedy nie zauwazalam - nie chcialam zauwazac , mialam nadzieje , podzegana przez lekarzy, ktorzy moje watpliwosci co do rozwoju mlodego, dziwnych zachowan , snu itd tlumaczyli tym, ze to chlopiec, leniwy, dwujezyczny, matka histeryczka, ojciec przewrazliwiony(mieszkalismy wtedy w miedzyczasie przez ok. 3 lata w berlinie , tam sie mlody urodzil)
tadeuszek krzyczal bardzo duzo, nie dawal sie karmic na rekach, nie patrzyl na nas , nie usmiechal sie do nas. Pamietam , ze jak mial ok. 8 miesiecy zastanawialismy sie z mezem jaki ma glos , bo poza krzykiem, i gardlowym stekaniem nie wydawal z siebie zadnych odglosow "buzia".
dzieki mojej intuicji -postaralam sie o fizykoterapie metoda bobath , jak tadeuszek mial 2 miesiace- i cale szczescie , bo nie wiem jak by sie rozwoj mlodzika potoczyl , gdyby nie to.
w wieku, w ktorym inne dzieci zaczynaly raczkowac , tadeuszek nie potrafil sie jeszcze nawet obracac. lezal czesto na plecach , prezyl sie strasznie - wyginal spastycznie stopki i machal raczkami jak ptaszek.praktycznie nigdy nie mrugal oczkami , mial szeroko otwarte oczy , ciagle otwarta buzie i slinotok (co praktycznie raz mniej , raz wiecej zostalo do dzis)
Jak tadeuszek mial 11 miesiecy pojechalismy z nim do ortopedy- osteopaty , ktory uwolnil zablokowane kregi- jak sie okazalo . po tych wizytach tadeuszek przeskoczyl pare etapow rozwojowych i w ciagu 3 miesiecy zaczal chodzic, nie chodzic , a biegac ;-) - jednak deficyty neurologiczno - miesniowo rozwojowe zostaly.
mlody praktycznie nie spal , w nocy budzil sie co 2 godziny i nie spal przez kolejne 3 potem gora 2 godziny snu i znow akcja.
w miedzy czasie byly 1 urodziny mlodego i krotko potem tadeuszek dostal "drgawek goraczkowych" - blednie zdjagnozowanych , bo to juz wtedy byla epi :-( - to bylo takie okropne , wtedy naprawde myslalam , ze tadeuszek umarl, bo przestal oddychac , byl siny , mial piane na buzi , byl taki malenki - dopiero przez 2 dawke leku diazepam i ciaglym podawaniu tlenu w drodze na pogotowie w karetce mu ten napad przeszedl trwal 30 minut. brrrr - bylo to jedno z najbardziej dramatycznych przezyc mojego zycia.
ciagle ludzilam sie , ze pare glosek , czy gestow , to jego mowa .
nigdy nie pokazywal na nic paluszkiem, nie bylo ma- ma ma papapa bababa itd.
bral wszystko do buzi, lizal sciany, klamki , metalowe porecze, szyby w autobusie, rajstopy... , ciagle uciekal, pamietam jak inne matki mi mowily, ze mam go zostawic niech biegnie, po jakims czasie sie zorientuje , ze mamy nie ma i przybiegnie- nigdy - on biegl by na koniec swiata i nie zauwazylby pewnie tego.uderzal gowa o sciane , dostawal histerii widzac wlasne lzy, czy siusiu.
wymiotowal jak tylko otwieralam lodowke, pil tylko zimne mleko , jadl tylko plynne jedzenie,i to bardzo okrojoneý jadlospis. darl sie jak go wkladalam do wanny z ciepla woda( potem odkrylam , ze on sie moze godzinami kapac w zimnej) itd itp
potem sie przeprowadzilismy , tadeuszek mial prawie dwa lata.
i wtedy zmienili sie lekarze , ktorzy nas od razu do szpitali powysylali - z wyrzutami, - jak to mozliwe , ze "takie " dziecko nie zostalo jeszcze porzadnie przebadane, zdiagnozowane...
od jednego szpitala , do drugiego itd.
po krotkim czasie znani bylismy w naszej dzielnicy z tego, ze o czwartej nad ranem biegalismy za naszym maluchem godzinami po dworze. jak wpadalismy na plac zabaw , to nas witano slowami- o to ten chlopiec , ktory na glowie stoi!
potem doszly ciagle upadki i 6 wstrzasow mozgu w przeciagu 3 miesiecy - padlo pierwsze podejzenie padaczki i autyzmu.
jak mlody mial 2,5 roku to jednoczesnie bylismy po 9 pobycie w szpitalu, tadeuszek dostal miejsce w przedszkolu integracyjnym, jednoczesnie diagnoze padaczki,leki przeciwko niej, zaburzenia rozwoju mowy, autyzm wczesnodzieciecy, opoznienie rozwoju globalne.
i wtedy tez ruszylismy ze wszystkimi terapiami.
taki byl poczatek...
Oj Aniu... przeszliscie swoje. Najgorzej mnie wkurzaja ci lekarze co wszystko zwalaja na rozhisterowanych rodzicow. A to ich obowiazek udzielic nam odpowiedzi na kazde pytanie i zajac sie odpowiednio naszym dzieckiem poniewaz rodzic niekoniecznie ma wyksztalcenie medyczne :-( . Wszedzie tak samo jest.
OdpowiedzUsuńSciskam.
Przyznaję, nie było lekko, nawet nie było ciężko, było okrutnie ciężko.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że teraz prowadzeni jesteście bardziej spójnie i życzliwie.
Dużo sił dla Was!
Tadeusz ma szczęście w nieszczęściu... Ciebie. I tatę. Bardzo Wam życzę coraz łatwiejszych dni.
OdpowiedzUsuńAle mimo tego trudnego początku Tadeuszek idzie do przodu, to najważniejsze. Oby teraz było coraz lepiej i łatwiej. Trzymajcie sie cieplutko!
OdpowiedzUsuńWażne jest to co jest dzisiaj, choć sama w to nie wierze, bo ciągle wracam..., Aniu ciężko było to wyrzucić z siebie, ciągle będzie raz lepiej raz gorzej, ale jak sama mówiłaś- cieszmy się chwilą- ja nie napiszę o tych początkach, wystarczy, że je widzę...
OdpowiedzUsuńAniu głowa do góry- sama wiesz, że to dodaje sił
niech moc i siły z Wami będą
tulę ciepło i choć daleko Jesteście, to blisko choć w blogowym światku
Ania, na pewno masz żal, to normalne. I pewnie ktoś kiedyś, a nawet wiele razy i nie tylko jeden, nawalił, nie zdiagnozował, olał, zlekceważył, nie pomyślał, nie skojarzył, nie zagłębił się, prześliznął się przez problem i szybko zapomniał, nie wziął sobie do serca, nie przyłożył się, nie zaangażował, bo jego praca nie polega na angażowaniu się. Ale absolutnie nigdy przenigdy nie myśl, że mogłaś coś więcej jeszcze wcześniej zrobić. Zrobiłaś to co powinnaś, troszczyłaś się, starałaś, bawiłaś, chodziłaś do wielu specjalistów, sugerowałaś, prosiłaś. Nie wiem, może tak miało być, nie przekonasz się teraz wstecz, co by było gdyby. Trzeba zamknąć tamto i bardzo dobrze, że o tym tu piszesz. Wypisz się, zamknij przeszłość i działaj od teraz, od nowa. Jesteś super dzielną mamą a Tadeusz uroczym młodym chłopcem, jest dobrze, będzie lepiej.
OdpowiedzUsuńsuper, że to napisałaś- dla mnie pisanie też jest świetną terapią
OdpowiedzUsuńEh, pierwsze lata jak w matni. Ania teraz wiesz na czym stoisz i co najważniejsze Tadeusz idzie do przodu. Co jest tylko i wyłącznie Waszą zasługą!
OdpowiedzUsuń